Dave Phillips & Hiroshi Hasegawa - Insect Apocalypse

CD, 2015, Monotype Records, Warsaw.   Available

Dphh1front

Dphh2back

Dphh3left

Dphh4right


REVIEWS

… Much longer pieces are to be found on the release by Dave Phillips and Hirsohi Hasegawa, which is also recorded in 2012, with additional material by Hasegawa from 2013 and edited by Phillips late 2013 and early 2014. Part of this is recorded in concert. To the table Hasegawa brought filters and effects and Phillips field recordings from Vietnam, Ecuador, Thailand and Indonesia. Both of these musicians have a solid base in the world of noise music, Phillips mainly under his own name and Hasegawa as a member of C.C.C.C. and Club Skull, while working solo as Astro (these days actually a duo). In much of Hasegawa’s work there is loud noise, but from a more psychedelic angle: lengthy passages of on-going sounds at a high volume. It’s brain piercing but in a very pleasant way. Phillips unearthed from his tapes, minidisc, DAT tapes and hard disc recorders some field recordings that fit very well. In each of these tracks he creates a mixture of them and feeds off the sound to Hasegawa who treats this further. I am merely guessing here, but I think what is captured on this CD is both Phillips’ mix, dry as it is, along with Hasegawa’s additional effects, and those two are mixed together by Phillips when putting together this release. Clocking in at seventy-seven minutes this is quite a tour de force, I think, especially if you decide to go along and play this at the loudness that is required. Lots of high end piercing frequencies, but occasionally also dropping at the bottom of the sound spectrum. Definitely not easy listening music, but it’s something that worked rather well. Not over the top noise, not Phillip’ more usual approach of cut-up but also not Hasegawa’s monochrome approach, but a fine mixture of both their interests in some fine music.

(Frans De Waard, Vital Weekly, Issue 983, May 2015)

Dziś płyta z katalogu warszawskiej wytwórni Monotype, jedna z pięciu, jakie ostatnio wyszły – i chyba najlepsza. A już na pewno najmocniejsza. Duet Dave Philips & Hiroshi Hasegawa. Pierwszy, szwajcarski muzyk sceny eksperymentalnej, występujący też jako dp, odpowiedzialny jest tu za noise’owe nagrania terenowe insektów, realizowane w Wietnamie, Ekwadorze, Tajlandii i Indonezji. Drugi, japoński artysta sceny noise znany z formacji C.C.C.C., przetwarza te nagrania przez różnego rodzaju filtry i efekty. To, co z tego powstaje, robi miażdżące wrażenie od pierwszych minut, które narasta z upływem czasu – obawiam się tylko, że ludzie odczuwający strach przed owadami nie będą w stanie tego słuchać, bo rzecz brzmi jak gdyby wsadzono nas do niewielkiej metalowej kapsuły wypełnionej tysiącami bzyczących i brzęczących stworzeń, których jazgot stopniowo zaczyna się zlewać w jedną potężną ścianę dźwięku. Kto miał do czynienia z naprawdę głośnymi dźwiękami cykad gdzieś na południu, ma świadomość tego, że owady potrafią zagłuszać konwersację i budować środowisko dźwiękowe z olbrzymim natężeniem, ale tutaj mamy insekty wsparte elektroniką i przesunięte na pozycje laboratorium naukowego, horroru, a może i science fiction, bo to technologiczna fantazja na temat przyrody. Swoją drogą, chciałbym obejrzeć film o tym, jak panowie to swoje dźwiękowe środowisko na sterydach budowali. “Insect Apocalypse” to mocno działająca na zmysły (momentami wydaje się, że nie tylko na słuch), fascynująco plastyczna i gęsta muzyka do bardzo głośnego słuchania, z pewnością nie dla każdego. Mnie paradoksalnie – bo to zupełnie odmienne instrumentalnie kreacje – skojarzyła się w jednym z lżejszych, delikatniejszych momentów z moim ulubionym albumem Monotype, czyli “Fluoresce” Magdy Mayas i Tony’ego Bucka.

(Bartek Chaciński, Polifonia, May 2015)

Man müsste schon vollkommen unvertraut sein mit dem Werk von Dave Phillips und Hiroshi Hasegawa (Astro, C.C.C.C. u.a.), um bei einem knapp achtzigminütigen Dröhnen auf der Basis des Klangs tropischer Insekten etwas anderes zu erwarten als Irritation, Dramatik und zugleich so etwas wie „psychedelischen“ Wohlklang. „Insect Apocalypse“, das über ein längers Prozedere hinweg herangewachsen ist, kann außerdem als gelungenes Beispiel kreativer Arbeitsteilung gelten. Den unbeabsichtigten Grundstein zu dieser Kollaboration legte Phillips in mehreren Aufenthalten in Südostasien und Ecuador, wo er in zahlreichen Naturaufnahmen vor allem das immerwährende Summen und Zirpen von Insekten aufzeichnete.

Phillips und Hasegawa, die sich schon seit den 90ern kennen, begannen irgendwann gemeinsam an dem Material zu arbeiten und improvisierten in einem Studio in Koenji erstmals live an den Aufnahmen, die mehrfach durch Filter und Effekte gejagt wurden. Es dauerte jedoch bis 2012, als das Schweizer Luff Festival eine Kollaboration der beiden für einen japanisch-schweizerischen Themenabend vorschlug. So erfolgte der nächste Durchgang dann auf der Bühne. Erst danach entstand die Idee zu einem Album, und nach mehrfachem Hin- und Herschicken von Dateien brachte Phillips die Stücke in ihre endgültige Struktur.

Es gibt einige Tracks auf „Insect Apocalypse“, die mit dem oberflächlichen Eindruck von Eindimensionalität spielen, der sich allerdings schnell verflüchtigen sollte, wenn man Stücke wie „scrap breeding“ oder das statischere „antophilia apocalypse“ nur in entsprechender Konzentration und Lautstärke hört. Nicht nur wird das kontinuierliche Surren mit der Zeit dichter und opulenter, immer mehr zeichnen sich unter der Oberfläche weitere Geräusche ab, die man teilweise für Obertöne halten könnte, die aber – ob geheimnisvolles Pfeifen oder an Froschquaken erinnernde Sounds – allesamt subtil eingebaute Ergänzungen sind.

Andere Tracks sind weit offenkundiger bearbeitet, so treffen in „hexapod retaliation“ ein Mückenkonzert und weitere Urwaldbewohner auf industrielle Geräusche, in „radioactive darkness“ mutiert ein Waldszenario mit Affengelächter in puren Noise und in „anura mutant“ übernehmen endgültig Synthies das Ruder und lassen das Stück in dunklem Grollen ausklingen. Diese Sounds verraten natürlich besonders Hasegawas Handschrift, die sich jedoch ebenso in der fließenden, sich stetig intensivierenden Gestalt wiederfindet, die unweigerlich an die Klangwelten von Astro erinnert.

Dass man letztlich bei vielen Passagen kaum sagen kann, ob sie aussschließlich auf field recordings basieren oder doch eher elektronischen Ursprungs sind, macht einen zusätzlichen Reiz der Platte aus, die allerdings primär aufgrund ihrer atmosphärischen Sogwirkung überzeugt. (U.S.)

(Uwe Schneider, African Paper)